Adopcja

Na co należy się przygotować? Jakie trudności niesie ze sobą przyjęcie pod dach nowego członka rodziny? Jak to wyglądało w naszym przypadku?






    Każda adopcja psa powinna wiązać się z ogromną odpowiedzialnością i akceptacją tego, co nieznane. I o ile z odpowiedzialności wiele osób zdaje sobie sprawę, o tyle odrzuca od siebie lub po prostu jest nieświadomym tego, że zachowania psa w warunkach domowych nigdy nie przewidzimy. Nawet najbardziej szczegółowy opis czworonoga sporządzony przez pracowników schroniska lub wolontariuszy jest tylko obserwacją tego zwierzęcia w warunkach, w jakich aktualnie przebywa. Może okazać się pomocny, jednak nigdy nie jest tak, że pies jest niezmiennym i stałym "produktem" jaki widzimy na półce w sklepie. Reklamacje, mimo że niestety częste, są spowodowane zbyt wąskim spojrzeniem na żywą istotę. Przejawiane przez psa zachowania w schronisku i w domu bardzo się od siebie różnią. Przede wszystkim - zwierzę w schronisku rzadko wytwarza z opiekunem silną więź, w związku z czym trudno przewidzieć niektóre sytuacje (nie wiemy na przykład tego, czy obecność człowieka nie sprawi, że pies zrobi się zaborczy i za wszelką cenę będzie bronił "swojego pana" na przykład poprzez agresję skierowaną do innych psów). Warto jednak nadmienić, że większość zachowań u psa można wypracować. Potrzebna jest jednak cierpliwość i zdeterminowanie. Jeżeli ktoś nie przewiduje u siebie takich cech - powinien odsunąć pomysł o adopcji czworonoga na później.

    Coraz częściej spotykam się z usilnym namawianiem ludzi na wizytę w schronisku i wybranie zwierzęcia dla siebie. Czasami towarzyszą temu emocjonalne wpisy ze smutnymi emotikonami i wielkimi drukowanymi literami typu "JEST IDEALNY! DLACZEGO WCIĄŻ SIEDZI W SCHRONISKU?!". Nie jest idealny. Mam pewne wątpliwości co do tego, czy taka metoda namawiania na adopcję jest skuteczna. Jako wolontariuszka w różnych miejscach, byłam świadkiem bardzo ciekawych "reklamacji". Człowiek jest w stanie zwrócić psa na drugi dzień po adopcji, bo okazuje się, że ten pies robi kupy. I na dodatek w domu! (Albo robi kupy po złamaniu ogona i, o zgrozo, trzeba ten ogon później czyścić! Serio. Był taki powód).  

Mobirise

Dwa tygodnie po adopcji; Domi i jej kumpel Marco w jesiennych barwach

    Moja adopcja Domi była przemyślana, ale nie przewidziałam jej zachowań. Nie wiedziałam tak naprawdę jakim będzie psem. Miałam pewne podstawowe informacje, które były dla mnie istotne (na przykład to, że bez problemu jeździ samochodem, akceptuje inne psy i lubi długie spacery). Nikt nie był jednak w stanie powiedzieć mi, jak zachowa się w domu. Wzięłam więc psa - niespodziankę. Jak każdy kto odwiedza schronisko w celu adopcji. Tylko że zdawałam sobie z tego sprawę. Dobra - miałam pewną nadzieję... Domi wydawała się być spokojna i odważna. Pamiętam, że ze schroniska w Kołobrzegu do Koszalina, gdzie wówczas mieszkałam, jechałam z nią pociągiem. Z zadowoleniem wskoczyła do pojazdu i pewna siebie usadowiła się przy moich nogach. Co jakiś czas spoglądała na mnie wdzięcznymi oczami i prosiła o głaskanie. "Och, cudowny pies!" - myślałam sobie. A później Domi tak jakby...patrzyła na mnie non stop. Szłam do kuchni - ona szła za mną, szłam do łazienki - czekała pod drzwiami, poruszyłam się w swoim łóżku - przybiegała do mnie ze spojrzeniem pod tytułem "nic ci nie jest? Ja sobie teraz tutaj posiedzę i cię popilnuję. C a ł y c z a s". I ktoś sobie może pomyśleć "ale to słodkie, ona jest po prostu wdzięczna". Ale to nie jest słodkie. Nie wtedy, kiedy trzeba wyjść z domu.  



Poranne mizianie

Wieczorne przygotowania do fazy REM

    Byłam sobie na spotkaniu, kiedy dostałam esemesa od mojej współlokatorki. "Domi rozwaliła drzwi wyjściowe". Wykonałam szybki telefon, mając wizję wynajmowanego mieszkania z wielką dziurą w drewnianych drzwiach. Na szczęście szkody nie były tak wielkie, jak przypuszczałam, ale i tak już tego dnia spotkały mnie niespodziewane wydatki. Dobrze, że miałam dobrą współlokatorkę. Z autem. To ona przywiozła mi dużą płytę OSB. A później, od innej koleżanki, pożyczyłam piłę i razem z tą współlokatorką próbowałyśmy stworzyć stylową "zasłonę" na drzwi z mojego pokoju, ponieważ nie dało się ich zamknąć na klucz. A kiedy nie były zamknięte na klucz, to Domi bez problemu je otwierała. Z pomocą przyszedł jeszcze brat współlokatorki i po jakimś czasie udało się stworzyć perfekcyjną zasłonę i uniemożliwić Domi wykonywanie dalszych szkód. Ale oczywiście było to tylko zniwelowanie skutków, a nie przyczyny. Żeby zniwelować przyczynę, musiałam na tydzień zrezygnować z chodzenia na uczelnię. Siedziałam więc z psem i pracowałam z nim. Dni mijały na powtarzających się schematach. Ja wychodziłam na chwilę z pokoju, zostawiając Domi samą. Ona piszczała i drapała w płytę. Ja czekałam, aż się uspokoi. Ona się uspokajała, ja wchodziłam do pokoju. Oprócz tego, starałam się przeznaczyć jeden kącik na jej bezpieczeństwo. Przed każdym wyjściem, kazałam jej położyć się na łóżku (miała swoje własne). W końcu zrozumiała, że to taki schemat. Ona się kładzie, ja wychodzę, a później wracam. W swoim psim rozumowaniu, doszła w końcu do pewnego wniosku: "dobra, ona chyba mnie nie zostawi". Udało się do pewnego stopnia wypracować pewne, pożądane przeze mnie zachowanie, lecz bywały sytuacje, w których jej lęk powracał (bezpieczny był tylko znajomy pokój, przykładowe odwiedziny u moich rodziców przez długi czas nie mogły być powiązane z opuszczeniem jej chociażby na chwilę). Od tego się więc zaczęła nasza znajomość - od moich błędów (zostawienie psa samego w domu zbyt szybko) i jej niezadowolenia z takiego posunięcia.

    Biorąc pod uwagę takie i inne problemy - własny pies nie powinien być impulsem, wynikiem kierowania się emocjami. Decydując się na adopcję, warto ją przemyśleć i zdać sobie sprawę, że niekoniecznie będzie łatwo i tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Nie bierzemy zabawki. Bierzemy zwierzę. I tylko wtedy, gdy to zrozumiemy, będziemy w stanie stworzyć z nim więź i współpracę opartą na wzajemnym poszanowaniu. 

Mobirise

Domi wpatrzona w swojego "wybawiciela" :) 

FACEBOOK COMMENTS WILL BE SHOWN ONLY WHEN YOUR SITE IS ONLINE

© Copyright 2020 Mały Owczarek. All Rights Reserved.

Designed with Mobirise templates